niedziela, 13 kwietnia 2014

Never More #2


Hejo...
Tak sobie siedzę, i sobie myślę... Zastanawia mnie, że zawsze, jak jestem smutna swędzą mnie żyły... na lewym nadgarstku. Często odbieram to jak swego rodzaju zachętę do zranienia siebie, do pocięcia się. Ale nie. Nie będę się cięła. Pokażę każdemu, że jestem silna
Kiedyś się cięłam... Głupia, długa historia. Wiem, to było idiotyczne. Jebana nastolatka, która ma dom, kochającą rodzinę, sama wymyśla sobie problemy. Miałam tego świadomość, ale wciąż to robiłam. Uzależniłam się? Nie wiem.
W każdym bądź razie pewnego dnia, gdy miałam nieco głębsze rany na prawej ręce, miałam zaklejone je plasterkiem, bo krew nie chciała przestać lecieć. Mój tata leżał na kanapie w salonie, a ja na fotelu bawiłam się  z kotem. Nagle tata zaczął mi się uważnie przyglądać. Po pewnym momencie zapytał mnie, co mam na ręce. Spanikowałam lekko, zaczęłam się jąkać ( mam tak jak się denerwuję. ) no i się domyślił. Zdjął mi plasterek i patrzył na rany. W jego oczach widziałam łzy ( mój tata jest wojskowym, pierwszy raz widziałam łzy w jego oczach). W tedy dopiero zdałam sobie sprawę, jak bardzo go tym zraniłam. 
Mam czasami widziała rany, ale nie mówiła o tym tacie...
Właśnie w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że to tak bardzo idiotyczne. Że jestem najważniejsza... najważniejsza dla rodziców. 
Od tamtej pory się nie cięłam. Jestem z siebie mega dumna. Powiem wam, że czasami mnie kusi.
Kiedy przestałam się ciąć szukałam czegoś czym mogłabym zastąpić żyletki. I wiecie co? Znalazłam... Nie wiem czy nawet nie gorsze od żyletek. Fajki :)
Wielokrotnie chciałam rzucić palenie. Jestem na to za młoda. Jednak niekiedy dopada mnie dzika ochota na szlugi... 
Ehh przynajmniej się nie tnę.... :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz